niedziela, 21 lipca 2013

~2~

-Max! Co ty mi zrobiłeś!
-Dałem ci trochę krwi mordercy więc ty przez najbliższe parę godzin będziesz chciała zabijać.-powiedział i zniknął. Ja zrobiłam to samo. Przeniosłam się do miejsca dostępnego tylko dla wampirów. O tej porze nikogo tu nie było wszyscy byli na łowach. Szłam przez las i zobaczyłam nieznaną mi wampirzycę. Popatrzyłam się na nią.
-Kim jesteś?-zapytałam i pokazałam kły.
-Kimś.-powiedziała-A ty?
-Kimś lepszym od ciebie.-powiedziałam i prychnęłam. Wtedy ona rzuciła się na mnie. Ja ją odrzuciłam i na niej usiadłam.-A nie mówiłam-powiedziałam i już miałam ją ugryźć, ale ktoś mnie odciągnął. Był to mój ojciec. Ja mu się wyrwałam, ale wampirzycy już nie było.
-Alexandro co ty robisz?-zapytał Robin.-Twoje oczy są czerwone. Czyją krew piłaś?
-Maxa. Zawsze chciałeś żebym była morderczynią, a teraz mi przeszkadzasz.-powiedziałam zła. Zanim on zdążył mi odpowiedzieć ja znikłam i znalazłam się w lesie koło obozu.
-No nieźle, a jednak potrafisz być ostra-powiedział Max odgarniając włos z mojej szyi.
-Max, nie waż się mnie ugryźć. Słyszysz?
-Ok-powiedział i mnie pocałował i przy pocałunku ugryzł moją wargę, ja zrobiłam to samo. Jego krew jest taka słodka i dodaje mi energii. Odepchnęłam go od siebie i popatrzyłam w jego oczy. Nasze oczy zabłysły. Kolejny Zing. Ale to nie możliwe.
-Nasz Zing-powiedział Max, a ja zniknęłam. Pojawiłam się w domu starej wampirzycy.
-Isobel?-zawołałam
-Alexandra? Co cię przynosi.
-Dzisiaj miałam podwójny Zing.
-To nie możliwe dziecko.
-Nie. Jestem pewna. Jeden był z Louisem. Śmiertelnikiem. A drugi z Maxem. Wampirem.
-To oznacza, że jeden jest fałszywy. Spróbuję się czegoś dowiedzieć. A ty czemu masz czerwone oczy. Którego mordercy krew piłaś?
-Maxa. Jego krew jest taka, taka słodka i smaczna. Nie taka jak moja lub z torebki.
Po rozmowie z Isobel poszłam na cmentarz. Obudziłam się w domku. Ubrałam krótkie czarne spodenki ledwo zakrywające moje pośladki, kabaretki, czarny zwykły top, rękawiczki-kabaretki, czarne botki na koturnie i do tego moją wampirzą pelerynkę. Nałożyłam jasny puder, który rozjaśnia moją skórę, która i tak już jest jasna. Pomalowałam usta czarną szminką, nałożyłam czarny cień do powiek i dużo maskary. Wyprostowałam włosy i pofarbowałam końcówki na czarno i zrobiłam parę cieniutkich pasemek. Wyszłam z domku i wpadłam na Louisa.
-Cześć. Wow wyglądasz zabójczo. Tak dosłownie. Fajne soczewki.-powiedział
-Hey. Jakie soczewki? Och, soczewki no tak. Dzięki. Ja idę na chwilę do lasu. Pa-powiedziałam i od niego odeszłam. Weszłam do lasu i on się pojawił.
-Max. Mogę cię ugryźć?
-Tak, a nie mówiłem, że ten stan ci się spodoba.-powiedział, a ja go ugryzłam. Po tym weszliśmy razem do obozu, a ja spotkałam ją.
-No pacz kogo tu przywiało-powiedziała
-Tu jest miejsce tylko na jedną wampirzyce-odpowiedziałam.
-Co powiesz na bitwę. Kto zaśpiewa i zatańczy lepiej zostaje w obozie.
-Ok. Ja zaczynam. No to zaśpiewam I Can Do Better - Y.LA i do niej zatańczę. (Alexis jako Zendaya)-po mnie ona tańczyła i śpiewała piosenkę Little Mix- Dna. Wygrałam ja. Normalne.-A nie mówiłam. Strata czasu tylko.-poczułam czyjąś ręke oplatającą moją chudą talię. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Louisa. Oj, nie spodoba się to Maxowi.
-Ej koleś, zostaw ją-powiedział Max.
-Ostatni raz jak sprawdzałem to ona była wolna.
-To musiałeś dawno sprawdzać. Alexis chodź tu.-powiedział Max przyciągając mnie do swojego torsu, a ja nie wiadomo dlaczego wtuliłam się w niego. I wtedy odeszliśmy w stronę lasu. Max chwycił moją dłoń.
-Nie zbliżaj się do niego.-powiedział spokojnie.
-Ale czemu, on jest ok.-powiedziałam, patrząc wszędzie tylko nie w jego oczy. Czułam, że się na mnie  patrzy. Nie rozumiałam go. Louis nic mi nie zrobił, ani nie zrobi. Max jest bardziej porywczy, niebezpieczny i mroczny. Ale czułam się bezpieczniej w jego ramionach. Może to dlatego, że jest taki silny? Albo taki groźny? Zaczęłam kreślić różne wzory na mięśniach Maxa. Czułam się jak w transie.
-On jest niebezpieczny-powiedział już mniej spokojnie
-Ale on jest śmiertelnikiem, nie jest w stanie mi nic zrobić-powiedziałam drżącym głosem.
-Po prostu się do niego nie zbliżaj-powiedział zirytowany.
-Ale dlaczego?
-Nie ważne. Po prostu nie-wykrzyczał. Ja zalałam się łzami. Ta, może i byłam twarda, ale to tylko i wyłącznie z zewnątrz. Nie jestem przystosowana do tego, że ktoś na mnie krzyczy. To nie jest tak, że jestem bojliwa, tylko że nikt oprócz ojca na mnie nie krzyczy. Max otoczył mnie ramieniem.-Alex nie chciałem na ciebie na krzyczeć. Nie płacz, proszę cię. Przepraszam.
-To ja cię przepraszam. Nie powinnam się rozklejać.-powiedziałam i wytarłam łzy. Chwyciłam go za ręke i poprowadziłam w stronę mojego domku.
-Masz własny domek?-zapytał, rozkładając się na sofie. Jako jedyna w obozie miałam ten domek na własność. Ten domek to same luksusy i jest najlepszy w obozie. A ja zawsze dostaję to co najlepsze.
-Tak-odpowiedziałam wyciągając dwie puszki coli z lodówki.-A co chcesz się wprowadzić?-zapytałam zamykając biodrem lodówkę.
-No cóż mieć takie widoki na co dzień.-powiedział i uśmiechnął się tajemniczo.
-Łap-rzekłam i rzuciłam puszką coli. Usiadłam okrakiem na kolanach Maxa.
-Chcesz się napić krwi?
-Nie, Max. Ja wczoraj wieczorem zdobyłam krew.
-Polowałaś?
-Tak na sarnę.
-Sarna by ci na tyle nie wystarczyła. Alex mnie nie oszukasz.
-No dobra, zabiłam człowieka, zadowolony?-powiedziałam schodząc z niego, ale on mi na to nie pozwolił. Chwycił mnie za ręke i przyciągnął do siebie z powrotem.
-Ja tak, nawet bardzo, ale twoi rodzice raczej nie.
-Z tego też nie byli by zadowoleni.-powiedziałam cicho
-Z czego?-zapytał zdziwiony
-Z tej sytuacji. No wiesz ja, ty, Zing.
-Podobno Zingu się nie wybiera, tylko on wybiera ciebie.-powiedział i chwycił moją twarz. Pogłaskał mój policzek kciukiem.-Nikt nie ma wpływu na to kiedy ani kogo wybierze. Ani ty, ani ja, ani nawet twoi rodzice.-powiedział i delikatnie mnie pocałował. Ja oddałam ten gest od razu. Starał się pogłębić ten pocałunek, ale mu na to nie pozwoliłam. Chciałam się z nim podroczyć.
-Ej, nie drocz się ze mną-powiedział i się uśmiechnął. Znów mnie pocałował, tym razem to ja pogłębiłam pocałunek. Po chwili ja leżałam na sofie, a on był nade mną. Oderwaliśmy się od siebie dysząc. Max zaczął całować moją szczękę i po chwili pocałunkami zjechał na szyję, a z moich ust wydobył się cichutki jęk. Max swoje ręce położył na tali. Wiedziałam do czego to zmierza. Musiałam to przerwać.
-Max, przestań, ja nie mogę... My nie możemy.-wydukałam.
-Dobra, nic się nie stało.-powiedział i odsunął się ode mnie. Uśmiechnął się, ale ja wiedziałam, że jest zły. Żadna dziewczyna mu jeszcze nie odmówiła.
-Przepraszam.
-Alex nie masz za co.-powiedział, a ja uśmiechnęłam się blado.-Idę zapolować, chcesz coś?
-Szklankę Rh+.-powiedziałam, a on cmoknął mnie w policzek i zniknął. Weszłam do łazienki i przebrałam się. Ubrałam czarny koronkowy komplet bielizny i na to satynowy szlafroczek sięgający do połowy uda. Zeszłam do kuchni i zaczęłam gotować spaghetti. Tak, byłam na obozie, ale nie uczestniczyłam w nim. To znaczy mieszkałam w domku na obozie i tyle. Robiłam co chciałam. Gdy skończyłam gotować przygotowałam stół. Nałożyłam jedzenie na talerze, postawiłam puste kieliszki do wina.  I czekałam oglądając telewizor. Po niedługiej chwili do domku wszedł Max.
-Hej kocie-powiedział
-Hej żabciu.
-Ej, ja cię tak ładnie nazwałem, a ty mnie żabą?
-No tak-powiedziałam i go pocałowałam.-Lepiej?
-Tak, o wiele-powiedział podając mi krew, którą nalałam do kieliszków.-Sama gotowałaś?
-Nie, duch święty.-powiedziałam z sarkazmem słyszalnym w moim głosie.
-Tak myślałem, bo wampirki nie umieją gotować.-powiedział i się uśmiechnął.
-Śmieszne wiesz, zapomniałeś, że to ja jestem, we wszystkim, WSZYSTKIM najlepsza.-powiedziałam troszeczkę zirytowana. Nie lubię jak ktoś podważa moje umiejętności. Ja powiedziałam nie lubię, ja nienawidzę tego. Gdy w domu rodzice mnie w ten sposób wyprowadzą z równowagi,to ja albo się na nich drę albo niszczę coś w zasięgu mojej ręki.
-We wszystkim?-zapytał i się uśmiechnął.
-No tak.
-Mówisz, że we wszystkim, tak? Może sprawdzimy czy to prawda?-zapytał i poruszył znacząco brwiami. Ja gdy już załapałam o co mu chodzi zalałam się rumieńcem. Aby to ukryć, schyliłam lekko głowę tak, aby włosy opadły na moje policzki.
-No dobra, nie we wszystkim-powiedziałam cichutko, tak że nie byłam pewna czy to usłyszał. Miałam nadzieje, że jednak usłyszał, nie chciałam tego powtarzać.
-Co? Bo nie usłyszałem.-powiedział i podszedł do mnie. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.
-Nic-powiedziałam, a on zaczął mnie łaskotać.-Przestań, błagam-powiedziałam błagalnym głosem, ale on nadal mnie łaskotał. Znalazł mój czuły punkt, a ja wybuchłam nie kontrolowanym śmiechem.
-Przestanę jak powtórzysz to co powiedziałaś przy stole.
-Nigdy
-No to ja nigdy nie przestanę-powiedział i zaczął łaskotać mnie jeszcze mocniej. Usłyszałam jak ktoś kaszle. Odwróciłam głowę i zobaczyłam jedną z opiekunek. Miałam cichą nadzieję, że Max również ją usłyszał. Max odwrócił głowę i ze mnie zszedł.
-Alexandro, twoja mama dzwoni.-powiedziała opiekunka.
-Niech jej pani powie, że jestem zajęta.-powiedziałam obojętnie.
-Mówi, że to pilne.
-No dobrze-powiedziałam, a kobieta podała mi telefon, po czym wyszła.-Max, zejdź na dół ja tam zaraz przyjdę.
-Dobra kocie.-powiedział i zszedł na dół.
~rozmowa telefoniczna~
-Co chcesz mamo, jestem zajęta.
-Co robisz?
-Wygłupiam się z kolegą.
-Czy słyszałaś o tym, że zabito pewną dziewczynę w okolocy twojego obozu?
-Nie mamo.
-Pewna jesteś?
-Ja ją zabiłam, potrzebowałam krwi.
-Jezu , dziecko postradałaś rozum?
-Chyba wy. Gdybyście mnie nie wysłali na ten jebany obóz lub gdyby Robin nie kazał polować nic by się nie stało. To jest wasza pieprzona sprawa i wina.
-Nie mów tak Alexandro.
-Wal się.
~koniec rozmowy telefonicznej~
Rozłączyłam się i zeszłam na dół. Wyszłam z domku i podeszłam do opiekunki.
-Niech pani nie odbiera telefonów od moich rodziców.-powiedziałam zirytowana.
-Dobrze.-powiedziała biorąc z mojej ręki telefon. Gdy od niej odeszłam. Usłyszałam oklaski i gwizdanie. Dopiero teraz zauważyłam jak skąpo ubrana wyszłam z domku. Moje policzki oblał róż. Zakryłam je włosami. A chłopakom posłałam mordercze spojrzenie. Weszłam szybko do domku i wpadłam w ramiona Maxa.
-Co się stało? Czemu jesteś zła?
-Nic, tylko to, że oni wiedzą o tej dziewczynie.
-To nic, przejdzie im.
-Raczej nie. Muszę się wyprowadzić.
-Wprowadź się do mnie.
-A gdzie ty mieszkasz?
-W Nowym Jorku.
-Nie ma mowy.
-No proszę. Tak ładnie proszę.
-No dobrze. Ale jeżeli mnie wkurzysz wyprowadzam się.
-Dobrze skarbie-powiedział i musnął moje usta. W momencie w którym się od siebie odsuneliśmy ktoś zapukał do drzwi.
-Czemu wszyscy wybierają takie momenty?-zapytałam zła i podeszłam do drzwi otwierając je.-Czego?
-Jest Max?
-O co chodzi?
-Nie tyczy się to ciebie ślicznotko, tylko Maxa-powiedział nieznajomy chłopak.
-Powiedz o co chodzi, a cię wpuszczę-powiedziałam stanowczo.
-Przesuń się laleczko-powiedział i popchnął mnie. Ja straciłam równowagę i wpadłam na szafkę rozcinając sobie łokieć. Chłopak od razu się odwrócił i spojrzał na mój łokieć. Zobaczyłam ten błysk w jego oczach. Uśmiechnął się i tym samym pokazał kły. Podszedł do mnie, a ja prychnęłam i pokazałam kły.
-Zostaw ją-powiedział Max.
-Niezła wampirzyca-powiedział chłopak.
-Harry, nie łudź się.-powiedział zirytowany wcześniejszą wypowiedzią Harrego Max.
-Ja nie muszę się łudzić.-powiedział podając mi rękę. Ja ją chwyciłam i po chwili stanęłam na nogach.-Jestem Harry. A ty?
-Dostępna jedynie w twoich najskrytszych marzeniach.-powiedziałam zła.
-Ostra, lubię takie-powiedział Harry. A ja kopnęłam go w krocze. On tylko się zgiął.
-No to lepiej przestań, bo ci to tylko szkodzi.
-Moja dziewczynka-powiedział Max, a ja pocałowałam go w usta.
-Jakby co jestem w sypialni-powiedziałam cicho. Na znak, że Max usłyszał jego kąciki ust podniosły się ku górze tworząc uśmiech. Jeden z najpiękniejszych jakie widziałam. Weszłam po schodach na górę i otworzyłam drzwi do pokoju, po czym przekroczyłam próg. Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku,  włączyłam telewizor. Weszłam pod kołdrę i oglądałam program telewizyjny. Jakiś serial, przełączałam programy szukając czegoś ciekawego. W końcu zdecydowałam się na kreskówki. Oglądałam Scooby-Doo. Do pokoju wszedł Max. Wyłączył telewizor i wszedł na łóżko całując mnie w policzek.
-Co chciał Harry?-zapytałam się kładąc dłonie na jego torsie.
-Nie ważne-powiedział opadając na łóżko koło mnie. Ja odwróciłam się w jego stronę kładąc się na boku. Podparłam głowę na dłoni. Zaczęłam kreślić wzorki na jego klatce piersiowej.-Podoba ci się?
-Hmm?
-Pytam czy ci się podoba?
-Ahh, tak i to bardzo.-powiedziałam, a on ściagnął koszulkę. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam dotykać jego mięśni. Przygryzłam wargę.
-Wyglądasz na skupioną.-powiedział Max, ja nawet na niego nie spojrzałam.-Ładnie wyglądasz gdy się skupiasz.
-Dziękuję.-powiedziałam i z niego zeszłam.
-Co się stało?-zapytał zdziwiony. Ja podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Odwróciłam się w stronę Maxa.
-Nic, idę coś zjeść...

czwartek, 18 lipca 2013

~1~

Wstałam rano i nalałam sobie krwi z lodówki do szklanki. Wypiłam i usłyszałam jak mama mnie woła.
-Alexandro jedziesz na obóz.
-Dla wampirów tak?
-Nie nietoperku. Dla zwykłych ludzi.
-Czym ja się będę odżywiać.
-Zwierzętami
-Nie! Ja piję tylko krew z opakowania.
-No to musisz to zmienić-powiedział mój tata.
-Robin ja nie będę mordercą tak jak ty!-wykrzyczałam i weszłam na schody. Ale mój ojciec był przede mną w sekundzie. Kuźwa.
-Nie odzywaj się tak do mnie.-powiedział a ja wysunęłam kły i parsknęłam jak wściekła kotka. I znikłam. Znalazłam się na jakimś obozie dla ludzi. Walizka była spakowana i leżała koło mnie. Ujrzałam jakiegoś chłopaka. Max! Tak zwana czarna owca w stadzie. Tylko, że on to zły wampir. Uśmiechnął się do mnie i pokazał kły. Ja zrobiłam to samo. Ktoś mnie postukał w ramię. Ja się obróciłam i zobaczyłam jego. Nasze oczy zabłysły. O nie to śmiertelnik i to był Zing! Zing pojawia się tylko raz w życiu wampira. Stare wampiry twierdzą, że Zing jest tylko raz w całym życiu wampira i to jest jedyna prawdziwa miłość w jego życiu. Reszta będzie fałszywa. Ale mój Zing był ze śmiertelnikiem. To źle.
-Cześć.-powiedział
-Hej-odpowiedziałam i spojrzelismy sobie w oczy. Ja pierwsza odpuściłam
Teraz już wie, że mi się podoba.
-Jestem Louis ale możesz mi mówić Lou.
-Ja mam na imię Alexandra. Alexis. Alex.
-Rzadkie imię. Skąd pochodzisz?
-Z Ieper. W Belgii.
-Wiem ja też.-powiedział i się uśmiechnął.-Hej pomóc ci z walizką?
-Nie musisz.
-Nalegam.
-Ok. Domek nr. 19.
-Będziemy sąsiadami.
-Fajnie.-odpowiedziałam i weszłam do domku.-Dziękuję.-powiedziałam i spuściłam wzrok.
-Nie ma za co. Jak by co to wiesz gdzie mnie szukać.
-Tak-powiedziałam i otworzyłam walizkę. Nie mam żadnych woreczków z krwią.
*Wieczór*
Przez cały dzień nic nie jadłam. Jestem na wampirzym głodzie. Moja krew mnie już nie zaspokaja. Szłam do lasu i na kogoś wpadłam. To był Max.
-Wybierasz się na łowy?-zapytał się mnie.
-Ja nie jestem mordercą.
-Ale jesteś na głodzie?
-Tak. Moja krew mnie już nie zaspokaja.
-Chcesz się napić mojej?
-Nie.
-Wampirzy głód doprowadzi cię do szaleństwa.
-Ok. To daj mi rękę.
-A nie lepiej z szyi?
-Nie.-odpowiedziałam stanowczo.
-No to w ogóle.
-No dobra.-powiedziałam i wbiłam kły w jego szyje. Poczułam jak ogarnia mnie chęć zabijania. -Co ty ze mną zrobiłeś.
-Troszeczkę odmieniłem.-powiedział i się uśmiechnął.

Bohaterowie




Alexandra
Ma 160 lat. Czyli 16 na ludzkie. Jest wampirem w trudnym wieku. Brakuje jej jeszcze 20 lat do tak zwanej wampirzej wolności. Chodzi o to że nie będzie się już starzeć. Jest wampirzą wegetarianką. Czyli piję tylko krew z woreczka lub swoją własną. Jest zbuntowana i poważna jak na swój wiek. Jest nie ufna i kłótliwa, ale umie też być miła i przyjacielska.



Max
Ma 180 lat. Jest typowym wampirem, zabija żeby się napić krwi. Jest ogromnym wrogiem Alex. Jest wredny, szyderczy, zabawny no i morderczo przystojny.








Louis
Ma 17 lat. Nie jest wampirem. To z nim Alexis miała Zing. Jest miły, pomocny i poważny.













**resztę bohaterów dodam w trakcie opowiadania**